odp blog

Twój nowy blog

„Słodkie” takie bywają wieczory. A trn wczorajszy…. Opisać to się tego nie da. Grupa nasza potrafi się dobrze bawić. Te rozmowy i poważne i te mniej, upijając się Coca-Colią, jedząc kanapki zmajonezem i oczywiście oglądając głupawe filmy. Nasi animatorzy powiedzieli nam, że jesteśmy najwspanialszą grupą.. Mieli racje. i racja przetrwa. Wiemy również, że kiedy rodzice przychodzą, też można się bawić dobrze. W małym pokoiku przy dźwiękach jakiejś cieniutkiej muzyki z kompa późnym wieczorem, graliśmy w gry edukacyjne. I tak najlepszy jest chińczyk, któy co prawda nie występuje w puszczy, ale.. ujdzie. Dziękować chcę Wam. Bo się działo się. Naprawdę najfajniejsza nasza Oazowa impreza. (Chodzi o ludzi). Kto nie był, niech nie żałuje, bo by się pogrążył w żałobie przynajmniej na tydzień. DZięi płynące z serca wszystkim!

„Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem”

/Stare Dobre Małżeństwo/

Można powiedzieć, że tym oto sposobem pan kierowca, a raczej organista został jednym z nas, Adwenczer Szperaczy:) Każdy, kto chciałby opisać jakoś po swojemu w kilku zdaniach nasz wyjazd, pisz w komentarzach, a później komentujcie, komentujcie.. Poniżej póki co zamieszczam wypowiedzi kilku osób, takie ich wrażenia, bądź zdanie nt. powyższy.

„Bieszczady.. męczą (zwłaszcza 5-cio godzinne chodzenie po górach, zwłaszcza z osobnikami, który, POSTÓJ potzrebny jest co 20 metrów), ale przecież doszliśmy do szczytu, a to się liczy =)!.Najpiękniejsze jest jednak jednoczenie się w modlitwie czy tak ekscentrycznych sytuacjach jak ściąganie PEWNYVH RZECZY z lampy w łazience ( dzięki Leloska :P). Dzieliliśmy się chlebem jak wiarą i odkrywaliśmy uroki niesnu i zmęczenia, ale mimo worków pod oczami, nieuczesanych włosów i zachrypniętych głosów nadal byliśmy piękni, Twoim Pięknem, Panie! =) ” Magda

„Bieszczady coś wspaniałego… :D Najgeeenialniejsza wycieczka ze
wszystkich!!! wspaniałe wspomnienia… geenialne przezycia…i przede
wszYsTkim mnustwo śmiechu i zabawy… tak wspaniale jeszcze niegdy nie
było…:d

każdy z kaZDYM MIAŁ możliwoość pogadać, pośmiać się…powygłupiać <<
nie to co na innych- gdzie każdy trzymał sie ze „swoimi” >>
Przez te dwa dni poznaliśmy jakimi naprawde jesteśmy ludzmi…:d każdy
jest wspaniały na swój sposób…i każdy każdego akceptował :D takim
jakim jest :d
wiec za BIESZCZADY I ZA NAS
!!!!!!!!!!!! HeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeJ !!!!!!!!!!!!!!!!!
…HeJ…” Monika

„Ten wyjazd w Bieszczady dla mnie był świetny… dzieki małej ilości osób mogliśmy sie zbiliżyć do siebie… Każdy mógl liczyć na pomoc drugiej osoby, chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu byliśmy zgraną oazą.” Basia

„Na bieszCZADZKIE połoninki wbiegły nasze KUL dziewczynki, aby razem z chłopakami krzyknąć: hej! ponad góami! Moderator Mario Bross chyba nie ma dosyć nos???
Wszyscy greccy katolicy widzieli nas na ulicy. Jedząc lody zachwyceni jak na nowo narodzeni wybraliśmy opcję mega: śpiewać, śmiać się, liczyć konie, no i trzymać sie za dłonie jak w przypadku Anny-Kuba! Będzie z tego sprawa długa, by opowieść o wyprawie opowiadać na odprawie i przy kawie w każdym domu, bo kto nie był niech żałuje! Oaza się ekstra czuje, kiedy wyjazd cementuje! To koniec i bomba, kto nie był ten …trąba” ks.Mariusz
„śliwowicaaaaa. no to opowiadaj ten dowcip…. zapomnialem…. heej” wiadomo kto;)

Wkrótce po prawej jeszcze kilka fotków się ukaże. jak nóżek dostaną i przyjść zechcą.

No to jeszcze.. Dla Pana Boga HEEJ!!!! za ten cały wyjazd:)

Bo oto nastał kolejny wielki dzień. Właśnie niedawno dokonała się rzecz święta. Mianowicie -> Kolejny wyjazd… :) Tym razem nieobyło się oczywiście bez noCnych eXcesów. Godzina 1:z hakiem. Do pokoju szczelnie wypełnionym po brzegi dziewczynami „& facetami wchodzi Ktoś. W drzwiach widać czarną postać, wysoką, ubraną na czarno. KS. MARIUSZ! -Czy Wy robicie sobie żarty?! [nastała głucha cisza]. -Do pokojów! -krzyknął ksiądz. Wyszli wszyscy oprócz Patryka, który stwierdził, że w jego pokoju jest zimno i poprzedniej nocy zamarzał i nie będzie tam wracać. Po chwili przyszedł po nNiego Daniel, on wkurzony zszedł na dół i na wspólne nieszczęście wszystkich, którzy spali i nie spali Patryk spotkał się z księdzem. I tu „mała” awanturka o swoje. Niczym wilki, obaj panowie podniosłymi głosami rozmawiali głośno o tym, co się wydarzyło 5 minut wcześniej. Zamieszczę wkrótce kilka zdjęć. Poza tym standardem nie działo się nic nadzwyczajnego. Świetnym pomysłem była również wyprawa w góry, której przewodnikami byli Tomasz i Ania. Oprócz ewenementu przemoczonych do suchej nitki butów i skarpet to nic się nie złego stało. :) Było świetnie! Spacer do Jordanowa przez góry – na skróty. Eucharystie upiększane śpiewem oraz służba liturgiczna pod przewodniczeniem Karola sprawiały, że nawet największemu gbórowi zakręciłaby się łezka w oku. Jednak czuwanie modlitewne pobiło wszystko! To, co się wtedy wydarzyło było pięknym, jednoczącym nas przeżyciem. Przed obliczem Chrystusa prosiliśmy, Dziękowaliśmy i Przepraszaliśmy oraz uwielbialiśmy Boga za wszystkie Jego dzieła, a Święci Jego, niech Mu błogosławią i mówią o chwale Jego Królestwa… :) Dlatego w imieniu Swoim i wszystkich dziękuję za ten wyjazd, za to, że mimo iż nocnych wybryków, pokazaliśmy jak możemy się zjednoczyć! Módlmy się za Nas nawzajem! Łączmy się codziennie w modlitwie i bądźmy sobie braćmi i siostrami! Shalom!

-j’a-

Dobra więc z powrotem wracamy do prowadzenia naszego jakże wypaśnego oazowego bloga.Więc (wiem Żyłka że zdaniaNiezaczyna się od „Więc” ale ja zacznę). W dniach od piątku do niedzieli byliśmy na tzw. trzydniowych rekolekcjach w Siedlcu. I było naprawde wypaśnie. Muszę przyznać, że gdyby nie skrzypiące drzwi i zła akustyka to ksiądz nie wsciekałby się, że chodzimy po korytarzach, ponieważ nawet by o tym nie wiedział.Dzień zaczynał się od jutrzni, potem śniadanko, śpiew, spotkania w grupach, Msza Św., obiadek,chwilka wolnego,a potem juz nie pamiętam. Najfajniejsze z tego były noce i czuwanie. Trzeba przyznac że bylo naprawdę super. Klimacik i te sprawy. To odnośnie czuwania. A co do naszych „grzecznie” przespanych nocek w „swoich” pokojach to chyba nie trzeba nic pisac. Każdy wie jak było. No i jedzonko było pyszne… Mama Wojtka I Basi naprawdę nas zaskoczyła. Oczywiście pozytywnie. Dobra to na tyle. Wkróce kolejna notka ( o ile chłopcom się zachce ja napisać). Pozdro dla wszytskich prosiaczkowych oazowiczów.

Gościnnie Leloska

Oto dziś nadszedł dzień chwały. Otóż pojawia się nowa notka. W prosiaczkowych linka pojawiło się kilka zdjęć ze wsi zwanej Bystrą. Dzień wyjazdu:
Z pod kościoła wyjechaliśmy z niewielkim opóźnieniem (jakieś 20 minut). Bywa, że kierowca prowadzący pojazd nie zna drogi dojazdowej do „ośrodka”. I tak właśnie było tym razem. Zatrzymaliśmy się w Suchej, aby zaczekać na naszego księdza moderatora, który również nie znał drogi. Na przystanku autobusowym – bo tam się zatrzymaliśmy, stał sobie jakiś pseudo dresik, który najwyraźniej jest pseudo kibicem Wisły Kraków.. Ja nie wiedziałem, że ten klub jest tak popularny… Kiedy Szoszo zaczął wymachiwać szalikiem Cracovii, tamten pan w dresie chyba się wkurzał (albo miał zaparcia) i chciał nam wejść do autokaru. Nie wszedł, bo nie wiedział, gdzie są drzwi. Po przyjeździe i wyjściu w zimną, ciemną noc do jakiegoś domu, w którym było chłodniej niż na zewnątrz zjedliśmy kolację – (O dziwo, że herbata nie zamarzła). Przygotowaliśmy wieczór pogodny. Modlitwę wieczorną miała prowadzić grupa Skrzypka, a j’anioł i Axamitka przygrywali na rozstrojonych gitarach, a pozostali bawili się przy tej „muzyce”. Po pewnym czasie wpadł ksiądz i powiedział, że wyjeżdżamy do.. Bystrej. Ku wielkiej radości i zaskoczeniu wszystkim spakowaliśmy swoje rzeczy, które i tak nie były wypakowane, w ułamku sekundy i zeszliśmy do bardziej cywilizowanego miejsca, gdzie czekał jakiś autokar z niebieskimi lampkami na suficie. Dzięki temu autokar wyglądał jak….. :) W Bystrej przywitała nas jakże ucieszona przybyciem oazy z prokocimia, siostra Rajmunda. Po zakwaterowaniu nie pamiętam co było. Za to noc wyglądała całkiem fajnie. (Mało kto spędził noc w swoim pokoju.) Nazajutrz, wypoczęci oazowicze, z uśmiechem na twarzy zeszli na modlitwę połączoną z medytacją do dolnej kaplicy. Następnie śniadanko. Po wszamaniu najważniejszego posiłku w ciągu dnia – spotkanie z animatorem w grupie i śpiew, a po nim Msza św. (Również w dolnej kaplicy). Jak wiadomo po mszy – obiad, po obiedzie trochę czasu wolnego, wtedy udaliśmy się do sklepu, w którym sprzedaje przeterminowana pani – zombie. Następnie spotkanie z księdzem w bibliotece i w tym momencie film mi się urwał, więc nie pamiętam co dalej. Kolacja i … noc, Tej nocy też było ciekawie (poza pokojem). Skrzypek złapał bulwersa z niewyjaśnionego dotąd powodu. Wczesnym rankiem to samo, co poprzedniego dnia. To samo, lecz bez naszego animatora, który musiał wyjechać wcześnie rano.. Z Bystrej wyjechaliśmy koło godziny 16:00. Pożegnanie z siostrami było długie.. Zaśpiewaliśmy „Bo jak śmierć” i „Wznieśmy ręce do Boga”. Podziękowaliśmy i jeszcze wspólne zdjęcie.. Klik i… znowu Kraków..

Start

25 komentarzy

Dziś wiekopomna chwila, którą wszyscy prosiaczkowi oazowicze ODP bedą długo wspominać. Otóż startuje blog naszej wypasionej i mega zwieśniaczonej Oazy Dzieci Prosiaczkowatych.Administartorami tegoż cudownego bloga są Żyła&Janioł. Do grona moderatorów należy również Czaki. Wierzymy iż będziecie chętnie odwiedzać i komnetować ten jakże uroczy blog. Kolejna notka będzie poświęcona, jakże niesamowitej i pełnej przygód wyprawie do Andrzejówki, a jak się później okaże, tak naprawdę do Bystrej Podhalańskiej………….


  • RSS